„Ostatnia sesja w Paryżu” – thriller psychologiczny o kobiecie, która już nie może dłużej tylko słuchać

„Ostatnia sesja w Paryżu” Rebeki Zlotowski, to nie jest kryminał, który opiera się wyłącznie na pytaniu: kto zabił? albo co naprawdę się wydarzyło? To w dużej mierze opowieść o tym, co dzieje się z kobietą, która przez lata była po tej stronie relacji, po której słucha się innych, rozumie ich lęki, porządkuje cudze emocje, aż nagle sama wpada w szczelinę niepewności, winy i wewnętrznego rozedrgania.

Pęknięcie pod powierzchnią

Lilian, grana przez Jodie Foster, jest cenioną psychiatrką, kobietą dojrzałą, inteligentną i pozornie poukładaną. Jej świat pęka w momencie nagłej śmierci pacjentki. Od tej chwili film coraz mocniej przesuwa się z klasycznej opowieści detektywistycznej w stronę psychologicznego napięcia: śledztwo staje się nie tylko próbą odkrycia prawdy o zmarłej, ale też zejściem bohaterki w rejony, których być może od dawna nie chciała w sobie dotykać.

I właśnie to jest w tym filmie najbardziej interesujące: nie sensacja sama w sobie, ale kobieca psychika pokazana w momencie, kiedy kontrola przestaje być tarczą. Zlotowski buduje historię, w której napięcie miesza się z ironią, niepokój z subtelną groteską, a powaga z chwilami zaskakującej lekkości. Ten ton jest bardzo francuski, intelektualny, emocjonalny, trochę przewrotny, momentami chłodny, ale pod powierzchnią pełen drgań.

Jodie Foster jest tu znakomita. Gra oszczędnie, bez nadmiaru gestów i bez efekciarstwa, a jednak cały czas czujemy, jak wiele dzieje się w środku jej bohaterki. To rola oparta na spojrzeniu, zawahaniu, myśli, która pojawia się na twarzy, zanim zostanie wypowiedziana.

Bardzo dobrze wybrzmiewają też relacje z innymi bohaterami. Daniel Auteuil jako były mąż wnosi do tej historii lekkość i rodzaj ciepłego kontrapunktu, dzięki któremu film oddycha. Z kolei obecność Virginie Efiry i Mathieu Amalrica dodaje opowieści kolejnych warstw niejednoznaczności. Tu właściwie nikt nie jest do końca przezroczysty, a każde spotkanie zostawia po sobie pytanie: co jest prawdą, a co projekcją?

Kobieta, która już nie może tylko rozumieć innych

„Ostatnia sesja w Paryżu” to film, który może szczególnie poruszyć kobiety zainteresowane psychologią, relacjami, wewnętrznym życiem bohaterek i opowieściami o tym, że nawet najbardziej kompetentna, silna i racjonalna kobieta nie stoi poza kryzysem.

To opowieść o kobietach, które przez lata uczą się być dzielne, rozsądne, pomocne i „ogarnięte”, ale rzadziej mają przestrzeń, by być zagubione, miękkie, poruszone czy niejednoznaczne. O kobietach, które świetnie radzą sobie z emocjami innych, a dużo trudniej przychodzi im zatrzymanie się przy własnych. Właśnie dlatego ten film może wybrzmieć tak mocno, bo pod warstwą psychologicznej zagadki opowiada także o zmęczeniu rolą tej, która ma wszystko unieść.

Granice kontroli

„Ostatnia sesja w Paryżu” konsekwentnie wciąga nas w historię, która staje się nie tylko opowieścią o tajemnicy, ale też o granicach kontroli, o winie, o wewnętrznym rozedrganiu i o tym, jak cienka bywa granica między tym, co poukładane, a tym, co ledwie trzymane w ryzach.

Warto go zobaczyć nie tylko dla świetnej Jodie Foster, nie tylko dla francuskiego klimatu i psychologicznego napięcia, ale też po to, by na chwilę zatrzymać się przy sobie. Przy tym, co niewypowiedziane i co od dawna domaga się uwagi. Przy tej części nas, która już nie chce dłużej tylko słuchać.

W kinach od 20 marca.

Katarzyna Racisz
Katarzyna Racisz

Redaktor naczelna "Kobiecego Kontekstu". Przedsiębiorczyni, coach, trenerka biznesu, prezeska Fundacji Potrzeba Rozwoju.

Artykuły: 34

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koniecznie przeczytaj!
We wtorek podczas Gali Finałowej plebiscytu Warszawiaki 2025 poznaliśmy zwycięzców 9. edycji…