Wrzesień to drugi styczeń. I znowu zaczyna się wielkie, kobiece ogarnianie

Nowy rok szkolny, powrót do pracy, zajęcia dodatkowe, plany, cele i pełny kalendarz. Wrzesień miał być nowym początkiem, a dla wielu kobiet staje się kolejnym miesiącem zarządzania wszystkim i wszystkimi. Może tym razem nie trzeba zaczynać od „lepszej organizacji”, tylko od pytania: co naprawdę jest moje?

Wrzesień ma w sobie coś ze stycznia. I z jednej strony czujemy taką miłą ekscytację, a z drugiej strony… Jeszcze dobrze nie zdążymy pożegnać lata, a już pojawia się poczucie, że teraz trzeba się „ogarnąć”. Wrócić do regularnej pracy. Uporządkować kalendarz. Zapisać się na angielski. Zacząć ćwiczyć. Lepiej jeść. Wrócić do projektów odłożonych na wakacje. Zrobić badania. Zaplanować ostatni kwartał roku.

Jeżeli są dzieci, lista rozrasta się jeszcze bardziej: szkoła, podręczniki, zebrania, zajęcia dodatkowe, plan lekcji, buty na WF, dentysta, logopeda, świetlica, składki, ubezpieczenie, nowe hasło do Librusa i pytanie, kto w środę odbierze dziecko wcześniej.

Do tego praca, dom, zakupy. Rodzice, którzy też czegoś potrzebują. Relacja. Przyjaciele. Pies do weterynarza, urodziny siostrzenicy i rachunki, które trzeba opłacić.

I gdzieś pomiędzy tym wszystkim jeszcze my same, bo przecież dobrze byłoby „zadbać o siebie”.

Wrzesień reklamuje się jako świeży początek, a zaskakująco często przychodzi do kobiet przebrany za bardzo rozbudowany arkusz Excela.

Kto właściwie tym wszystkim zarządza?

Nie chodzi wyłącznie o to, kto zrobi zakupy, rozwiesi pranie albo zawiezie dziecko na trening. To byłoby stosunkowo łatwe do policzenia. Znacznie trudniej policzyć pracę, która odbywa się wcześniej i właściwie nigdy się nie kończy.

Kto zauważył, że buty zrobiły się za małe?

Kto wiedział, że trzeba umówić szczepienie?

Kto sprawdził trzy szkoły językowe, porównał godziny i ceny, zapytał dziecko, wybrał najlepszą opcję i pamiętał o terminie płatności?

Kto wie, że kończy się karma dla psa, w przyszłym tygodniu teściowa ma urodziny, w piątek trzeba przynieść do szkoły blok techniczny, a partner miał miesiąc temu umówić kontrolę u lekarza, ale prawdopodobnie tego nie zrobił?

To właśnie ten fragment codzienności coraz częściej nazywamy mental load – obciążeniem psychicznym i poznawczym związanym z ciągłym zarządzaniem życiem.

Socjolożka Allison Daminger, badając podział obowiązków w parach, opisała pracę poznawczą w domu jako proces składający się z kilku etapów: trzeba najpierw przewidzieć potrzebę, znaleźć możliwe rozwiązania, podjąć decyzję, a potem jeszcze sprawdzić, czy wszystko zostało zrobione. Co ciekawe, w jej badaniu sam etap podejmowania decyzji był pomiędzy kobietami i mężczyznami podzielony stosunkowo równo. Znacznie częściej po stronie kobiet pozostawało jednak przewidywanie i monitorowanie.

Czyli ktoś może powiedzieć: „Przecież razem zdecydowaliśmy, że Zosia będzie chodziła na basen”. Tylko że wcześniej jedna osoba zauważyła, że dziecko potrzebuje dodatkowego ruchu, znalazła cztery baseny, sprawdziła opinie, zadzwoniła, dopasowała godziny do planu zajęć, kupiła strój, wpisała termin do kalendarza i od września będzie pamiętała, że w czwartek trzeba spakować ręcznik.

Formalnie decyzja była wspólna, natomiast organizacyjnie już niekoniecznie.

Niewidzialna praca ma tę wadę, że jej nie widać

Właśnie dlatego tak łatwo ją bagatelizować.

Umyta podłoga jest widoczna.

Obiad na stole jest widoczny.

Dziecko odwiezione do szkoły – również.

Ale pamiętanie, przewidywanie, sprawdzanie, pilnowanie i koordynowanie nie zostawiają po sobie żadnego materialnego śladu. Można przez pół dnia zarządzać sprawami rodziny i wieczorem mieć poczucie, że „właściwie nic nie zrobiłam”. Tymczasem mózg pracował cały czas. I tak, to jest męczące!

Nowsze badanie przeprowadzone wśród 322 matek małych dzieci pokazało, że podział właśnie tej poznawczej części obowiązków domowych był jeszcze bardziej nierówny niż podział fizycznego wykonywania prac. Większe obciążenie pracą poznawczą wiązało się u badanych kobiet m.in. z wyższym poziomem stresu i wypalenia oraz gorszym samopoczuciem psychicznym i funkcjonowaniem relacji.

To oczywiście nie oznacza, że każda kobieta żyje w takim układzie ani że każdy mężczyzna unika odpowiedzialności. Rodziny są różne, relacje są różne i coraz więcej par rzeczywiście próbuje obowiązki dzielić. Ale istnieje coś jeszcze poza indywidualnym charakterem naszego partnera.

A są to społeczne oczekiwania dotyczące tego, kto powinien pamiętać.

Kobiety są trenowane w pamiętaniu

Dziewczynki bardzo wcześnie uczą się zwracania uwagi na potrzeby innych.

Czy komuś nie jest przykro. Czy trzeba pomóc. Czy babcia dostała prezent. Czy goście mają co pić. Czy wypada zadzwonić. Czy dzieci są odpowiednio ubrane. Czy w lodówce jest coś na jutro.

Nie dzieje się to podczas jednej tajemniczej lekcji pod tytułem „od dziś będziesz odpowiedzialna za wszystkich”.

To tysiące małych komunikatów.

„Pomóż mamie.”

„Zaopiekuj się bratem.”

„Pamiętaj o babci.”

„Bądź odpowiedzialna.”

„Nie myśl tylko o sobie.”

Wpadamy w tę pułapkę, bo troska o innych jest przecież czymś wartościowym, prawda? Problem zaczyna się wtedy, gdy staje się to przypisaną rolą, a nie wyborem.

I kiedy w dorosłym życiu kobieta nie tylko wykonuje swoją część obowiązków, ale zostaje jeszcze dyrektorką operacyjną domu.

Czasami słyszy przy tym:

„Trzeba było powiedzieć, to bym zrobił”.

Tylko że właśnie to zdanie doskonale pokazuje istotę problemu, bo ktoś musiał najpierw wiedzieć, że trzeba.

Jeżeli jedna osoba zauważa zadanie, planuje je, deleguje, przypomina, sprawdza i odpowiada za rezultat, a druga je wykonuje po otrzymaniu instrukcji, nie mamy jeszcze pełnego podziału odpowiedzialności. Mamy menedżerkę i wykonawcę. A zarządzanie też jest pracą.

Nie tylko matki

Rozmawiając o mental load, łatwo sprowadzić temat wyłącznie do macierzyństwa. Tymczasem kobiece przeciążenie organizowaniem życia nie kończy się na szkolnym planie lekcji.

Kobieta może nie mieć dzieci, a nadal być osobą, która pamięta o rodzinnych urodzinach, organizuje święta, utrzymuje kontakty z dalszą rodziną, pomaga starzejącym się rodzicom, pilnuje badań partnera albo jest tą, do której wszyscy dzwonią, kiedy „trzeba coś załatwić”.

Podobny mechanizm potrafi pojawić się w pracy.

Kto pamięta o urodzinach koleżanki?

Kto łagodzi napięcia w zespole?

Kto zauważa, że nowa osoba siedzi sama podczas lunchu?

Kto przygotuje drobiazg dla odchodzącego pracownika?

Kto „tak przy okazji” zrobi notatkę ze spotkania?

Część tej pracy jest emocjonalna, część organizacyjna, część zupełnie niewidzialna.

I zwykle nie znajduje się w zakresie obowiązków ani co gorsza, w rozmowie o podwyżce.

A może po prostu powinnyśmy się lepiej organizować?

To kusząca odpowiedź, ale nie;)

Nowy planer, aplikacja, kolorowe kategorie w kalendarzu, nowa metoda produktywności, wieczorne przygotowanie listy na kolejny dzień… to wszystko nie rozwiązuje problemu.

Jeśli jedna osoba odpowiada za dwadzieścia obszarów życia, to perfekcyjnie uporządkowana lista dwudziestu obszarów nadal jest listą dwudziestu obszarów.

Nie każda forma przeciążenia jest problemem organizacji. Często jest problemem nadmiaru odpowiedzialności, szczególnie u kobiet właśnie.

A to ogromna różnica.

Kultura produktywności potrafi zresztą zrobić kobietom osobliwy prezent: do wszystkich istniejących obowiązków dodaje jeszcze obowiązek doskonałego zarządzania tymi wszystkimi obowiązkami.

Masz za dużo? To wstań godzinę wcześniej.

Nie nadążasz? Naucz się planować.

Jesteś wyczerpana? Wprowadź poranną rutynę, medytację, trening, journaling, zdrowe śniadanie i dziesięć tysięcy kroków.

W efekcie nawet dbanie o siebie zaczyna przypominać projekt do zrealizowania.

A może nie wszystko trzeba optymalizować?

Pułapka kompetentnej kobiety

To zresztą jedna z mniej oczywistych pułapek. Im lepiej sobie z czymś radzisz, tym więcej tego dostajesz.

Dobrze organizujesz wyjazdy? Organizujesz wszystkie.

Pamiętasz o lekarzach? Zostajesz rodzinnym centrum medycznym.

Potrafisz sprawnie zrobić zakupy? Z czasem tylko Ty wiesz, co właściwie kupić.

Świetnie ogarniasz projekty w pracy? Dostajesz kolejne.

A potem pojawia się zdanie: „Ale Ty robisz to lepiej”.

Być może. Tylko że umiejętność wykonywania zadania nie jest dożywotnim kontraktem na jego wykonywanie. Nie wszystko, co potrafimy zrobić, musimy robić. I nie wszystko, co przez lata robiłyśmy, nadal musi należeć do nas.

I co ważne, robiąc wszystko same, czasem nieświadomie nie dajemy innym przestrzeni, żeby nauczyli się odpowiedzialności, zdobyli doświadczenie i przekonali się, że oni też potrafią.

Oddać nie znaczy delegować

Jest jeszcze jedna ważna pułapka.

Kobieta mówi: „Dobrze, od teraz to Twoje”, ale nadal przypomina, sprawdza, poprawia, kontroluje termin i na wszelki wypadek robi plan B.

Formalnie więc zadanie zostało przekazane, natomiast mentalnie nadal mieszka w tej samej głowie.

Prawdziwe oddanie odpowiedzialności oznacza coś więcej. Jeżeli partner odpowiada za wizyty dziecka u dentysty, to nie tylko prowadzi dziecko do gabinetu. Sam pamięta o kontroli, wybiera termin, zapisuje, przekłada wizytę, jeżeli trzeba, i pilnuje kolejnej.

Jeżeli starsze dziecko odpowiada za strój na WF, czasem może go zapomnieć.

Jeżeli współpracownik przejmuje część projektu, może wykonać ją inaczej, niż zrobiłybyśmy to my.

Oddawanie odpowiedzialności wymaga więc również zgody na utratę części kontroli. A dla osób, które przez lata były przyzwyczajone do pilnowania wszystkiego, nie zawsze jest to łatwe.

Nie wszystko trzeba też komuś oddać. Niektóre rzeczy można po prostu… skreślić

To chyba najmniej popularna część rozmowy o produktywności, czyli…

Nie delegować.

Nie automatyzować.

Nie robić szybciej.

NIE ROBIĆ WCALE! (I jak? Już trochę Ci nieswojo na myśl, że naprawdę nie wszystko trzeba dowieźć na medal?;)

Może dziecko nie potrzebuje pięciu zajęć dodatkowych. Może dom nie musi wyglądać tak, jak wyglądał zawsze przed przyjściem gości. Może nie trzeba przygotowywać trzech potraw na spotkanie rodzinne. Może nie każda wiadomość wymaga natychmiastowej odpowiedzi.

Może nie musisz we wrześniu jednocześnie zacząć ćwiczyć, schudnąć, zrobić kursu językowego, rozwinąć firmy, uporządkować szafy i zostać najbardziej świadomą wersją siebie.

Odmawianie sobie kolejnych obowiązków również jest formą dbania o siebie.

Zanim więc kupisz nowy planer…

Możesz zrobić coś znacznie prostszego. Rozejrzeć się po swoim życiu i zadać sobie kilka pytań.

Nie: „Jak zmieszczę to wszystko?”

Tylko:

Dlaczego to wszystko jest moje?

Które rzeczy rzeczywiście muszę zrobić?

Które robię z przyzwyczajenia?

Które przejęłam kiedyś „na chwilę” i zostały ze mną na lata?

Które mogą w całości należeć do kogoś innego?

Które z tych rzeczy, moje dzieci mogą już robić same?

Gdzie jestem osobą wykonującą zadanie, a gdzie dodatkowo centrum dowodzenia?

I wreszcie:

co się naprawdę stanie, jeśli czegoś nie dopilnuję?

Być może ktoś zapomni, ktoś zrobi inaczej, coś nie będzie idealne. I pomimo to, świat najprawdopodobniej będzie trwał dalej.

Może więc wrzesień nie musi być miesiącem „ogarnięcia się”

Lubimy te nowe początki. Pierwszy stycznia. Pierwszy dzień miesiąca. Poniedziałek. Wrzesień. Dają przyjemne poczucie, że można zacząć jeszcze raz.

Tylko może tym razem nie warto zaczynać od dodawania: nowego celu, nowego obowiązku, nowej rutyny i nowego punktu na liście?

Może dobrym początkiem byłoby odejmowanie. Mniej pamiętania za innych, a więcej o sobie? Wiem, jak to brzmi, ale uwierz mi, to zdanie ma ogromny sens dla wszystkich kobiet ratowniczek, ogarniaczek, nadmiernych empatek i tych, które odruchowo biorą odpowiedzialność za samopoczucie, potrzeby i sprawy wszystkich dookoła. Czasem naprawdę warto przypomnieć sobie, że my też jesteśmy kimś, o kim trzeba pamiętać.

Dlatego być może jednym z ważniejszych pytań na początek tego września nie jest:

„Co jeszcze chcę zrobić do końca roku?”

Tylko:

„Czego nie chcę już dłużej dźwigać?”

Katarzyna Racisz
Katarzyna Racisz

Redaktor naczelna "Kobiecego Kontekstu". Przedsiębiorczyni, coach, trenerka biznesu, prezeska Fundacji Potrzeba Rozwoju.

Artykuły: 45

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koniecznie przeczytaj!
Krajowy System e-Faktur miał uporządkować fakturowanie, ograniczyć liczbę błędów i…