Samotność w sieci kontaktów – dlaczego mając 500 znajomych na FB, nie mamy do kogo zadzwonić?

Żyjemy w epoce największego skomunikowania w dziejach ludzkości. Nasze telefony wibrują od powiadomień, a liczba „znajomych” w mediach społecznościowych idzie w setki, jeśli nie w tysiące. Jednak paradoksalnie, gdy przychodzi ten trudniejszy wieczór, wiadomość o sukcesie albo potrzeba wyrzucenia z siebie trudnych emocji, lista kontaktów wydaje się pusta.

Dlaczego w świecie, w którym każdy jest „dostępny”, czujemy się tak bardzo osobno?

Paradoks połączenia: Wszyscy są, nikogo nie ma

Zjawisko to psychologia określa mianem paradoksu bliskości. Media społecznościowe dają nam iluzję bycia w życiu innych osób. Wiemy, co koleżanka z liceum jadła na śniadanie i gdzie na wakacjach była kuzynka sąsiada. To „płytkie uczestnictwo” zaspokaja naszą ciekawość, ale kompletnie nie karmi potrzeby intymności.

Badacze nazywają to „social snacking”. Przeglądanie postów znajomych jest jak jedzenie chipsów – chwilowo oszukuje głód relacji, ale nie dostarcza żadnych wartości odżywczych dla naszej psychiki. Jesteśmy „najedzeni” informacjami, ale „niedożywieni” emocjonalnie.

Liczba Dunbara i „szum informacyjny”

Ewolucja nie nadąża za technologią. Antropolog Robin Dunbar już lata temu wyliczył, że nasz mózg jest w stanie utrzymać stabilne relacje z około 150 osobami. To tzw. Liczba Dunbara. W tej grupie tylko około 5 osób to nasz „krąg najbliższy” – ci, do których zadzwonimy o 3 nad ranem.

Kiedy nasza sieć kontaktów zwiększa się do 500 czy 1000 osób, następuje tzw. rozmycie kontekstu. Przestajemy filtrować, kto jest dla nas ważny, a kto jest tylko cyfrowym statystą. W efekcie, zamiast pielęgnować te kluczowe 5 relacji, rozmieniamy się na drobne, odpisując na komentarze osobom, które ledwo znamy.

PR-owcy własnej codzienności

Jako kobiety często wpadamy w pułapkę „estetycznego życia”. W mediach społecznościowych stajemy się kuratorkami i menedżerkami własnego wizerunku. Edytujemy posty, wybieramy filtry, cyzelujemy zdania.

Samotność w sieci kontaktów wynika często z lęku, że nasza „surowa” wersja – ta bez filtra, smutna, zmęczona lub po prostu zwyczajna – nie pasuje do kolorowego feedu naszych znajomych. Skoro wszyscy wokół wydają się odnosić sukcesy, nie chcemy psuć im nastroju swoim „problemem”. Boimy się, że bycie autentyczną (czyli czasem trudną) sprawi, że zostaniemy „odlajkowane”.

Koniec spontaniczności: „Napisz mi SMS-a”

Zauważyłaś, że coraz częściej prosimy: „Nie dzwoń, napisz”? Telefon stał się intruzem. Rozmowa w czasie rzeczywistym wymaga odsłonięcia się – słychać w niej drżenie głosu, niepewność, pauzy. Wiadomość tekstowa daje nam bezpieczny bufor. Możemy odpisać za godzinę, możemy wykasować zdanie, zanim je wyślemy.

Ale to właśnie w tych nieidealnych, nieprzespanych i nieocenzurowanych rozmowach buduje się bliskość. Rezygnując z głosu na rzecz tekstu, kastrujemy nasze relacje z emocji.

Cyfrowe zmęczenie materiału

Nie możemy też zapominać o przebodźcowaniu. Codziennie dociera do nas więcej komunikatów, niż nasi dziadkowie odbierali przez rok. Kiedy po 8 godzinach pracy przy komputerze i odpisywaniu na dziesiątki maili oraz wiadomości na Messengerze zamykasz laptopa, Twoje zasoby empatii są wyczerpane. Nie masz już siły na „prawdziwą” rozmowę, więc wybierasz scrollowanie, czynność pasywną, która nie wymaga od Ciebie dawania niczego z siebie. I tak koło samotności się zamyka.


Dzisiejszy wymiar samotności to zbyt dużo kontaktów, by móc traktować je z należytą uważnością.


Jak odzyskać kontekst? (Małe kroki do wielkiej zmiany)

Jeśli czujesz, że Twoje 500 kontaktów to tylko cyfry, czas na „cyfrowy detoks relacyjny”. Nie musisz usuwać konta, ale możesz zmienić zasady gry.

1. Audyt energetyczny listy kontaktów

Przejrzyj swoje social media nie pod kątem „kto jest fajny”, ale „kto daje mi energię”. Jeśli obserwowanie kogoś budzi w Tobie poczucie gorszości lub irytację – wycisz tę osobę. Zrób miejsce na treści i ludzi, którzy naprawdę Cię obchodzą.

2. Renesans „staroświeckiego” telefonu

Ustal z dwiema-trzema najbliższymi osobami, że możecie do siebie dzwonić bez uprzedzenia. Odczaruj lęk przed dzwonkiem telefonu. Usłyszenie śmiechu przyjaciółki ma większą moc terapeutyczną niż tysiąc serduszek pod postem.

3. Zasada „Głos zamiast litery”

Jeśli nie masz czasu na długą rozmowę, wyślij wiadomość głosową. To kompromis między wygodą komunikatora a intymnością głosu. Słysząc ton, barwę i tempo mowy, nasz mózg znacznie silniej buduje więź z rozmówcą.

4. Spotkania bez telefonu

Kiedy już uda Ci się wyjść na kawę z kimś realnym, połóż telefon ekranem do dołu lub schowaj go do torebki. Sama obecność smartfona na stole (nawet wyciszonego!) sprawia, że rozmowa jest płytsza, bo podświadomie czekamy na przerwanie jej przez powiadomienie.

5. Odwaga bycia „nieedytowalną”

Zacznij mówić o tym, co trudne, nie tylko najbliższym, ale czasem też w szerszym kręgu (jeśli czujesz się bezpiecznie). Kiedy jedna osoba zdejmuje maskę „idealnego życia”, daje przyzwolenie innym, by zrobili to samo. To właśnie tam zaczyna się prawdziwy Kobiecy Kontekst.

Pamiętaj: Twoja wartość nie zależy od zasięgów, ale od głębokości relacji, które potrafisz utrzymać poza ekranem smartfona.

Katarzyna Racisz
Katarzyna Racisz

Redaktor naczelna "Kobiecego Kontekstu". Przedsiębiorczyni, coach, trenerka biznesu, prezeska Fundacji Potrzeba Rozwoju.

Artykuły: 42

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koniecznie przeczytaj!
Kobiety zazwyczaj świetnie funkcjonują w zadaniach. Potrafią pracować, dowozić, planować,…